BOGNA LEWTAK-BACZYŃSKA
WELLTRADE JANUSZ BACZYŃSKI

Sprzedaż wysyłkowa albumów CD z utworami z repertuaru Edith Piaf, z wielką poezją polską, z rep. patriotycznym i in.
Sprzedaż autorskich publikacji, poezji, książek i prac artystycznych - obrazów, szkiców i grafik.

GALERIA AUTORSKA I TEATR WELL ART BOGNY LEWTAK-BACZYŃSKIEJ



Odszedł Andrzej Wajda

Wiadomość o śmierci Andrzeja Wajdy dotarła do mnie w hotelu na dwie godziny przed przekroczeniem granicy Polski w drodze do Paryża na wystawę. Zaskoczyła mnie, była tragicznie smutna. Jak to się mówi – strzeliła mnie. Nieraz zastanawiałam się – co będzie gdy Andrzej Wajda umrze. Jest otoczony uznaniem i nawet uwielbieniem. Dla większości filmowców jest symbolem polskiego kina, ogromnym autorytetem. Nie tak dawno widziałam reżysera w telewizji transmitującej galę Festiwalu Polskiego Filmu w Gdyni. Wydawało się, że jego zdrowie jest stabilne, mimo że wszedł na scenę z chodzikiem. Ale niestety nie ma wybitnego twórcy już pośród nas.

Uważam Andrzeja Wajdę za wybitnego i oryginalnego reżysera, w czepku urodzonego, posiadającego ogromny instynkt życia. Ma ogromne zasługi dla polskiego kina i teatru, nadawał ton przez wiele lat wymaganiom artystycznym wobec polskiej sztuki, wyniósł na forum światowe niektóre istotne tematy z polskiej historii, nagłośnił je. Był czas kiedy każdy chciał się „o niego otrzeć”, stanąć w jego świetle. W porównaniu do innych działających w Polsce twórców, zachowywał, wydaje mi się, jakąś jednak lojalność wobec państwa polskiego i Polaków, podobnie myślę o Romanie Polańskim. Myślę również, że nie mam moralnego prawa oceniać postaw większości twórców z pokolenia Andrzeja Wajdy, ludzi, którzy przeżyli wojnę, a potem czasy stalinizmu i PRLu. W innej sytuacji bym była – niekomfortowej - pisząc te krótkie przemyślenia i wspomnienia, gdyby Andrzej Wajda był reżyserem „Idy” czy „Pokłosia” - na szczęście nie był. I nawet wolę już nie wiedzieć co Andrzej Wajda sądził o powyższych filmach, bo może to zakłóciłoby moje wspomnienie o nim i nie byłabym w stanie go napisać. Musiałabym zdjąć reżysera z tej części pomnika, na której mi się ostał. Na szczęście zamiast „Pokłosia” Andrzej Wajda zrobił film o Januszu Korczaku, tak jak Roman Polański zrobił film p.t. „Pianista”. I chwała im za to. Upamiętnianie tragedii holokaustu przez obydwu twórców polegało na pochyleniu się nad martyrologią żydowską i ludzką oraz nieoczernianiu, co byłoby bezzasadne - Polaków i Polski. Wystarczającym dla mnie zmartwieniem jest to co prasa pisze o komentarzu Andrzeja Wajdy po filmie „Wolyń”, jak i jego publicznie wypowiedziana niedobra opinia o pochówku Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego na Wawelu oraz realizacja przez niego filmu o dawnym symbolu przewrotu w Polsce z roku 1989 r., co w zderzeniu z zawodem społeczeństwa wobec obiecanych efektów przewrotu stało się filmem propagandowym - nie poszłam go obejrzeć. Chwała Andrzejowi Wajdzie za „Katyń”, mimo drobnych niedoskonałości filmu były w nim sceny wielkie, za „Kanał” i za wiele innych filmów. „Popiół i diament” zawsze wydawał mi się filmem o życiu brata mojej Matki. Obydwoje byli nastoletnimi powstańcami z batalionu „Parasol” (Mama w Powstaniu była w bat.”Żubr”). 17-letni wujek był w II konspiracji szefem ochrony generała Okulickiego. Gdyby „Popiół i diament” miał przekazać społeczeństwu prawdę o okresie, który w filmie Andrzeja Wajdy był pokazywany, to pokazałby jak w tym samym czasie w kazamatach UB katuje się i morduje niewinnych powstańców i innych żołnierzy AK, za to tylko, że nimi byli i jak żołnierze II konspiracji uwalniają więźniów UB oraz dlaczego po podstępnym aresztowaniu przez Rosjan 16-stu przywódców Państwa Polskiego mogła powstać potrzeba zamachu na funkcjonariusza UB czy NKWD – a nie na mało winnego działacza jak pokazuje to „Popiół i diament”. Taki film nie mógłby być pokazany w PRL, a Andrzej Wajda chciał robić filmy i przekazać w nich chociaż echo tego co działo się w Polsce, tragedię jego pokolenia. Wiele scen w w/w filmie jest wielkich. Nie mnie oceniać, ale pewne rzeczy były wówczas do zrobienia niemożliwe. Filmy Andrzeja Wajdy to dla mnie mimo wszystko nie była czysta propaganda stalinowska, ale żeby precyzyjniej się wypowiedzieć musiałabym wszystkie filmy reżysera jeszcze raz na świeżo obejrzeć. Był to reżyser niezwykle twórczy, myślący.

Każdy inaczej będzie wspominał Andrzeja Wajdę, jego prawo. Miałam okazję poznać reżysera. Bywał czasem na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie oraz w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie (obecna Akademia Teatralna). Nawet z nim kilka razy korespondowałam i byłam przez pewien czas jego asystentką w spektaklu studenckim „Dziady” Adama Mickiewicza podczas moich studiów na Wydziale Reżyserii w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie. Miałam nadzieję, że Andrzej Wajda poda mi pomocną dłoń w drodze do zostania przeze mnie reżyserem filmów fabularnych. Andrzej Wajda był reżyserem pełnym polotu, sprawności i gustu plastycznego. Jego talent widać było szczególnie w jego młodzieńczych filmach, choć ich wymowa, szczególnie w odniesieniu do polskiej historii czy autentycznego przekazu autorów dzieł literackich, za które się chwytał, dla niejednego była, jak pisałam powyżej - kontrowersyjna. Czytałam w biografii reżysera, że przez pewien czas był łącznikiem Armii Krajowej. Ale nie walczył jak większość ludzi od niego wiele młodszych, w tym wszyscy członkowie mojej rodziny, nawet kilkunastoletni, którzy walczyli – w Powstaniu Warszawskim i na terenie całej Polski, byli więzieni, mordowani, a przy tym starali się nieść pomoc Żydom. Wielu jest aktorów i innych twórców, którzy w czasie wojny nie rzucili się jak Krzysztof Kamil Baczyński, kuzyn mojego męża, na barykady, a żyli w czasie wojny jedynie chęcią przetrwania, romansami, wpatrywaniem się we własne wnętrze. I ci często właśnie wydawali po wojnie werdykty i oceniali postawy bohaterów wojennych, żołnierzy i dowódców Września 1939, działania Armii Krajowej oraz uzurpowali sobie prawo do oceniania w jakim stopniu poddani eksterminacji ze strony trzech nacji – Niemców, Rosjan i Ukraińców - Polacy – ratowali Żydów. Ci ostatni w ogóle nie ratowali nas kiedy wkroczyła do nas armia sowiecka i witali ją z prawdziwą radością wskazując NKWD polskie rodziny patriotyczne. Wielu Żydów z Kresów wstąpiło do NKWD i do UB. Nie znam przypadków pomocy Polakom ze strony Żydów, natomiast wiem, że z wszystkich nacji na świecie Żydom najbardziej pomagali Polacy, mimo że byli w sytuacji takiego samego zagrożenia jak Żydzi i że za pomoc Żydom groziła kara śmierci dla całej polskiej rodziny.

Myślę, że życiu Andrzeja Wajdy towarzyszyło romantyczne zapatrzenie w etos uczestników walk o niepodległość i że w okresie PRLu pewne prawdy można było tylko sączyć lub tylko sugerować. Wielu twórców ulegało czarowi haseł niesionych przez nowy system. Znam nawet ludzi zesłanych na Syberię, którzy wracali stamtąd po poniesieniu ciężkich strat rodzinnych – zakochani w komunizmie, co doprawdy, tym bardziej ciężko zrozumieć. Z drugiej strony wielu ludzi z Armii Krajowej i II konspiracji kryło się w szeregach milicji i partii myśląc, że to stwarza im pewne przykrycie, nie działając tam jak tylko np. na niwie socjalnej. Tak zrobili niektórzy Zaporczycy z II konspiracji, niektórzy partyzanci, słynny „Ogień” z Podhala. Najczęściej potem z milicji dezerterowali. A partia niejednokrotnie sama „zabierała się” za takiego członka i robiła na niego publiczną nagonkę. Ci co nie działali w AK, czy w II konspiracji, nie byli w Armii Andersa, nie mieli ofiar na listach katyńskich i mieli tzw.”słuszne” pochodzenie nie musieli się tak obawiać o siebie, swoje rodziny i dzieci, jak ci którzy byli czynnymi uczestnikami walk w I i II wojnie światowej i pochodzili z polskich kręgów patriotycznych. Uważało się nawet, że im więcej wejdzie do w/w organizacji patriotów Polaków to pozwoli to na opanowanie wrogiej działalności w/w organizacji. W pewnym stopniu stawało się to pewnego rodzaju parawanem, ale tylko do pewnego stopnia. W IPN istnieje ogromna ilość dokumentów wykazujących, że wszyscy ci ludzie byli otoczeni ogromną siecią agentów, bez przerwy inwigilowani, opisywani, obserwowani.

Myślę, że powodem sukcesu wielu twórców, którzy, jak się okazuje, w każdej epoce „są dobrzy” i akceptowani – a mamy takich wielu w kraju, jest to, że zawsze trzymali z silnymi politycznie środowiskami i mieli pod tym względem niezwykłe wyczucie oraz przechodnie poglądy. Moja Mama narażała się niejednokrotnie pomagając ludziom w różnych kłopotach. Wielokrotnie sobie tym szkodziła. Nie sztuką było głosić różne prawdy na fali Solidarności, czy po 1989 r., sztuką było mieć twarz w okresie PRLu. Wtedy to właśnie moja Mama pisała artykuły o Powstaniu, chodziła na cmentarze, urządzała spotkania powstańców w domu. Kiedy Andrzej Wajda kręcił „Człowieka z marmuru” znająca mnie świetnie z Liceum Plastycznego moja koleżanka K.J., grająca główną rolę w powyższym filmie, zadzwoniła wprost do gabinetu dyrektorskiego DT Centrum, do prawie jej nie znanej mojej Mamy i poprosiła o pomoc w znalezieniu elementów do jej kostiumu w filmie Andrzeja Wajdy. Mama oczywiście mojej koleżance pomogła, choć do tej pory nie rozumiem – dlaczego K.J. zadzwoniła ex katedra do mojej Mamy, a nie do mnie. Podobno z powodu filmu „Człowiek z marmuru” stracił stanowisko Minister Kultury. Nie wiem czy ktokolwiek kiedykolwiek docenił jego postawę, jeśli to prawda. Nawet nie wiem kto nim wówczas był. Podczas zajęć na Reżyserii, gdzie zdałam z pierwszą lokatą (tak jak i za 2-gim razem na Akademię Sztuk Pięknych) miałam zajęcia z dziedziny pisania scenariusza z jednym z ulubionych współpracowników Andrzeja Wajdy – z Bolesławem Michałkiem. Był na tyle zachwycony moimi koncepcjami, że słysząc, że czeka mnie wyjazd na kilka lat do Paryża powiedział mi abym zgłosiła się w Paryżu do Andrzeja Wajdy, do jego ekipy filmowej, do pani Menegoz w Paryżu, powołując się na niego. Byłam tym zachwycona, ale nieopatrznie na jakichś zajęciach zapytałam Bolesława Michałka czy czerwony samochód, którym jeździ młoda reżyserka w „Człowieku z marmuru” nie należy przypadkiem do Andrzeja Wajdy. Było to pytanie z mojej strony całkowicie niewinne, po prostu mieszkałam niedaleko Andrzeja Wajdy i często widziałam jego prywatny samochód. Myślałam, że ten samochód w filmie ma jakieś znaczenie symboliczne, ale zobaczyłam jakieś światełko czujności zapalające się w oczach Bolesława Michałka. Po wielu odwołaniach udało się nam z mężem wyjechać za granicę na kontrakt po odwołaniu stanu wojennego, ja strasznie nie chciałam. Wiedziałam, że stracę wszystko co wypracowałam sobie zawodowo w kraju – byłam asystentem reżysera w teatrze, miałam wyróżnienia na Akademii Sztuk Pięknych, gdzie podjęłam potem pracę, pisałam artykuły... Po nie wyjaśnionej śmierci mojego Ojca emigranta znalazłam się w Paryżu. Byłam skrajnie nieszczęśliwa - szykanowana i straszona przez stronę polską, pozbawiona możliwości pracy zawodowej, złamana niewyjaśnioną śmiercią Ojca na emigracji. W rozpaczy, mając już dyplom reżysera w kieszeni i po zaliczeniu w toku studiów zajęć filmowych na PWST w Warszawie, wielokrotnie wydzwaniałam w Paryżu nieomal z błaganiem do Margarette Menegoz i do Andrzeja Wajdy - czy nie przyjąłby mnie do pracy przy swym filmie na stanowisko asystenta... Wreszcie dostałam uprzejmy list od Andrzeja Wajdy. W liście reżyser informował mnie, że nie ma dla mnie miejsca w jego ekipie. Był to dla mnie cios. Mam nadzieję, że Andrzej Wajda pomógł innym osobom. Andrzej Wajda nie był jedynym reżyserem i twórcą, do którego się zgłaszałam z prośbą o pomoc będąc w dogłębnym marazmie wynikającym z mojej sytuacji. Prosiłam również o możliwość reżyserowania sztuki afiszującego się katolicyzmem reżysera z Polski, którego sztukę już z sukcesem kiedyś reżyserowałam, a który miał mieszkanie w Paryżu. Jego rodzina po wojnie ponoć była blisko jakiegoś sowieckiego dygnitarza, ale mimo to i on przyznawał się do „walki” opozycyjnej. Z zaufaniem więc zwracałam się i do niego. Renomowany reżyser podsunął mi sztukę o treści homoseksualnej. Kiedy chciałam wyciąć rażący mnie anomalią wątek sprawa mojej reżyserii upadła. Zawiódł mnie – młodego, zdolnego, startującego dopiero w życie zawodowe człowieka - również twórca poeta, mieszkający w tym czasie w Paryżu, którego krewni byli z moją Mamą w Powstaniu Warszawskim i któremu pracowicie dostarczałam leki z Polski. Człowieka się poznaje w trudnej sytuacji. Wszyscy ci twórcy, z wyjątkiem w/w poety, w przeciwieństwie do mnie i mojej rodziny – nie byli szykanowani, mimo działalności w Solidarności, nie mieli wstrzymywanych paszportów i włos im – w przeciwieństwie do mojej rodziny – nie spadł z głowy. Tylko raz w wywiadzie za mną z okazji mojego dyplomu reżyserskiego wycięto mi z wywiadu nazwisko Andrzeja Wajdy. Natomiast od lat 80-tych do teraz wycina się z życia publicznego i z mediów nazwisko moje i nazwiska patriotów z mojej i innych polskich rodzin.

Zresztą niejeden znany twórca, w tym afiszujący się swą religijnością, w powyższym aspekcie zachował się wobec innych twórców, w tym i mnie, jako młodego, wyróżniającego się zdolnościami człowieka, stawiającego pierwsze kroki w sztuce – nie w porządku. Nie miałam prawa oczekiwać niczego od Andrzeja Wajdy, ale był okres kiedy mógł mi pomóc jednym zgięciem łokcia, ale tego nie zrobił, zapewne dlatego, że słuchał swojego środowiska, od którego był zależny jego zawód i jego rozkwit.

Z kolei w latach 90-tych mój kolega z reżyserii, który stał się znanym producentem filmów, zwrócił się do mnie z propozycją, że chciałby u mnie, w mojej Galerii-Teatrze nakręcić film o Andrzeju Wajdzie. Wyraziłam zgodę, ale w duszy miałam głębokie powątpiewanie czy reżyser nie wybierze miejsca, które będzie politycznie bardziej dla niego korzystne. Po jakimś czasie speszony kolega zadzwonił do mnie tłumacząc się, że wielki reżyser jest trochę chory więc nie może być u mnie kręcony jego film biograficzny. No i tak się to zakończyło, mimo że doraźne choroby przemijają i że Bóg reżyserowi dał długie życie. Czułam się wówczas jak szykanowana od wielu lat z powodu kwitnącego w naszym kraju - antypolonizmu. Potem bodajże ukazała się książka autorstwa Andrzeja Wajdy, bodajże biograficzna. Napisałam list gratulacyjny do reżysera, elegancko mi odpisał. Ale niestety dane mi było przeżyć jeszcze jeden szok, poniekąd związany pośrednio z wielkim reżyserem. Zaprosiłam na jeden z wieczorów w mojej Galerii-Teatrze moje dawne profesorki ze szkoły teatralnej. Profesorki mialy nadzieję, że może stworzę w swojej Galerii-Teatrze jakiś rodzaj szkoły teatralnejmuzycznej – nie było to możliwe. Wysyłając kolejne zaproszenie do profesorek napisałam bardzo uprzejmie gdzieś na jego brzegu, że podjęcie przeze mnie takiego przedsięwzięcia w mojej Galerii-Teatrze niestety nie jest w mojej sytuacji możliwe. Może powinnam zadzwonić, a nie napisać, ale miałam skomplikowaną sytuację zdrowotną w mojej rodzinie, no i tak wyszło jak wyszło. Po niedługim czasie wróciło do mnie wysłane z kolei gdzie indziej moje zaproszenie, wysłane bez żadnego dopisku, do innej osoby – dość bliskiej krewnej reżysera Andrzeja Wajdy, u której kiedyś pobierałam artystyczne „korepetycje”, i która od czasu do czasu była nauczycielem akademickim. Przeżyłam szok. W odeslanym mi moim zaproszeniu - cała moja biografia i program były nieludzko pokreślone i opatrzone bardzo nieprzyjemnymi odręcznymi dopiskami, z pouczeniami, że to się pisze tak, a nie tak, pełnymi impertynencji i złości. Po otrzymaniu tego odesłanego mi w takiej pokreślonej formie mojego eleganckiego zaproszenia – płakałam jak bóbr. O ile pamiętam zrobiłam kopię otrzymanej korespondencji i wraz z rozżaloną moją odpowiedzią przerzuciłam ten list przez płot Andrzeja Wajdy – na teren jego posesji. Myślałam sobie wówczas – to jest straszne, nieludzkie środowisko, muszę się od niego odciąć. Gorzej, że ono zawiaduje całą Polską – rozdaje łaski i rózgi, prześladuje lub dopuszcza do swego stołu. Etyki w nim nie ma. Moje dzieci uczące się w szkole prowadzonej przez bliską krewną jednego z bardzo znanych działaczy opozycyjnych uczestniczących w Okrągłym Stole, z powyższego środowiska, również były dyskryminowane. Oczywiście od lat znałam wesołe i barwne anegdoty opowiadane o wielkim reżyserze – o chorobie jego psa, o jego aktorach, z pierwszej ręki – jak rolę w „Czlowieku z marmuru” otrzymała Krystyna Janda. To były wszystko bardzo ładne i barwne opowieści. Minęło wiele lat. Cały czas obserwowałam twórczość reżysera. Kolejne filmy – niektóre słabsze, niektóre bardzo interesujące - ale wiadomo tak jest z twórczością wielkich twórców. W sumie trzymałam zawsze za niego kciuki. Byłam na prapremierze filmu „Katyń”, na której był obecny sam reżyser. Pierwsi z mężem pogratulowaliśmy mu po premierze. Wiedziałam, że tak znany reżyser wyniesie temat Katynia w świat. Wiedziałam, że ojciec reżysera podobno zginął w Katyniu, tak jak wielu bliskich ze strony mojego męża. Cieszyłam się z Oscara Andrzeja Wajdy, świetnie nas reprezentował i bardzo dobrze wypowiedział się na Gali Oscarowej. W przeciwieństwie do innych twórców Andrzej Wajda starał się zawsze, tak jak i Roman Polański, odpowiadać na korespondencję i zachowywał pewną elegancję w traktowaniu ludzi, co jest rzadkie. Późniejsze poglądy reżysera na pewne tematy polskie – niestety często mnie raziły, jak również słowa, które ponoć wypowiadał po katastrofie smoleńskiej o miejscu pochówku Prezydenta RP, nie znam zresztą większości jego komentarzy, zapewne czlowiek z wiekiem, schorowany, kostnieje w pewnych poglądach. Pozostaje pytanie – dlaczego piszę obecnie ten dziwny rodzaj wspomnienia o panu Andrzeju Wajdzie. Ceniłam jego twórczość, ceniłam twórczość malarzy, których cenił Andrzej Wajda np. Andrzeja Wróblewskiego. Co prawda słyszałam, że w okresie studiów Andrzeja Wajdy na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie grono studentów z jego ponoć środowiska zaszczuło jakiegoś profesora zmuszając go do odejścia z uczelni, ale nie znam sprawy dobrze, choć wygląda ona brzydko. Wiem, że w czasach stalinowskich zaszczuwało się wielu ludzi, ale czy ów profesor do takich poszkodowanych należał i czy to grono było rzeczywiście bliskie reżyserowi – nie wiem, może. Zarzucano mu również śmierć jakichś zwierząt w jego filmie, ale mam nadzieję, że to nieprawda. Nie mogłam wybierać się na pogrzeb Andrzeja Wajdy, więc zapomniałam, że miał on mieć miejsce we wtorek 18.10.2016 r.. O pogrzebie mistrza filmu przypomniała mi podświadomość. To znaczy miewałam i miewam telepatyczne sny, które czasem mi „anonsują” co się zdarzyło lub co się ma zdarzyć. Brzmi to idiotycznie, ale jest to prawda, poparta faktami. Szczególnie dotyczyło to okresu mojej młodości. Czasami więc bałam się własnych snów. I otóż w noc przed pogrzebem Andrzeja Wajdy śnił mi się cały czas reżyser. Był na łożu śmierci, leżał w łożu, opiekowała się nim jakaś pani, brunetka. Zgadywałam kto – żona, córka ? Wiedziałam, rozmawiając z nim, że muszę przygotować kwiaty na jego pogrzeb, mówiłam o tym do swej córki. Szykowalam ogromny bukiet. Widziałam te kwiaty o długich łodygach, chyba różowe róże. Andrzej Wajda cały czas ze mną rozmawiał, coś do mnie mówił, nie wiem co. Był bardzo przyjazny. Mówił, mówił i mówił. Obudziłam się strasznie zmartwiona jego śmiercią i tym snem i od razu do mnie dotarło, że dziś jest dzień pogrzebu Andrzeja Wajdy i czy on czegoś ode mnie nie oczekiwał ? Czy nie powinnam o nim czegoś napisać. Ceniłam go. Odszedł z pewnością ktoś wybitny, nietuzinkowy, choć nie zawsze do końca się z nim zgadzałam, ale jego twórczość i autorytet, nawet wybór malżonki, dyskrecja życia osobistego, przez większą część mojego życia wiele dla mnie znaczyły i choć kiedyś na niego bardzo liczyłam, w mojej sprawie – bezskutecznie, ale na pewno zrobił wiele dla polskiej kinematografii. Moim zdaniem, mimo mojego osobistego zawodu, starał się być przyzwoitym wobec innych twórców. Zresztą patrzę na niego przez pryzmat losu i postaci mojej wybitnej Matki, która była niezwykłą patriotką, niezwykle odważną, z zasługami, wiele przeżyła, wiele wycierpiała, wiele rozumiała i którą bardzo skrzywdziło życie. Była niesprzedajna, miała wspaniałą postawę życiową i mocny kręgosłup. Świat znowu posmutniał, żegnaj Wielki Reżyserze ! Mocno widać Twój brak.

Post scriptum do pożegnania wielkiego reżysera Andrzeja Wajdy.

Po moim powrocie z Francji do Polski w 1989 r., po dwóch ciężkich poronieniach spowodowanych dotykającymi mnie za granicą szykanami ze strony władz PRL, dowiedziałam się w Polsce o przedwczesnej śmierci mojego, cenionego przeze mnie profesora z PWST w Warszawie – Zygmunta Hubnera. Postanowiłam wówczas mój najlepszy ówczesny monumentalny obraz o formacie 120x180 cm p.t. „Przed Apokalipsą”, nominowany na znaczącej wystawie we Francji „Novembre a Vitry” w Vitry s/Seine do tzw. Wielkiej Nagrody, zadedykować profesorowi Zygmuntowi Hubnerowi i ofiarować Teatrowi Powszechnemu w Warszawie w celu jego stałego wyeksponowania z dedykacją dla zasłużonego profesora i reżysera. Zygmunt Hubner na studiach porównywal moją energię twórczą do czołgu, twierdził, że wszyscy zaczynają coś robić, ale tylko Bogna Lewtak-Baczyńska potrafi przedsięwzięcie artystyczne doprowadzić do końca, jest jak czołg. Cenił moją twórczość. Zgłosiłam również tytuł sztuki, który bym pragnęła wyreżyserować w Teatrze Powszechnym. Dyrektorami w/w Teatru byli wówczas Andrzej Wajda i bodajże pan Rutkowski. Wkrótce poinformowano mnie na piśmie, że niestety Teatr Powszechny nie ma miejsca dla mojego obrazu i nie ma zapotrzebowania na zgłoszoną przeze mnie sztukę. Obraz ewentualnie móglby być kiedyś zawieszony w bibliotece dla pracowników.

Obecnie obraz, który dostał już niejedną nagrodę jest wyeksponowany w mojej GaleriiTeatrze przy ul. Śmiałej 28 na Żołiborzu Oficerskim z dedykacją dla naszego niezapomnianego, prawego profesora i wybitnego reżysera – Zygmunta Hubnera.

Bogna Lewtak-Baczyńska, Warszawa 24 i 26.10.2016 r.