BOGNA LEWTAK-BACZYŃSKA
WELLTRADE JANUSZ BACZYŃSKI

Sprzedaż wysyłkowa albumów CD z utworami z repertuaru Edith Piaf, z wielką poezją polską, z rep. patriotycznym i in.
Sprzedaż autorskich publikacji, poezji, książek i prac artystycznych - obrazów, szkiców i grafik.

GALERIA AUTORSKA I TEATR WELL ART BOGNY LEWTAK-BACZYŃSKIEJ



RECENZJA Z 9 MIĘDZYNARODOWEGO FESTIWALU SZKÓŁ TEATRALNYCH W WARSZAWIE ORGANIZOWANEGO PRZEZ AKADEMIĘ TEATRALNĄ W WARSZAWIE IM. ALEKSANDRA ZELWEROWICZA W DNIACH 30.06-06.07.2017

9 Międzynarodowy Festiwal Szkół Teatralnych był organizowany przez Akademię Teatralną im.Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie – w dniach 30.06 – 06.07.2017 pod patronatem Prezydenta RP Andrzeja Dudy, z dofinansowaniem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i ze wsparciem finansowym miasta stołecznego Warszawy

Międzynarodowy Festiwal Szkół Teatralnych to bardzo dobra inicjatywa sprzed lat, jak się okazuje - Jana Englerta, pomagająca ocenić poziom sztuki teatralnej w innych krajach, poziom szkół teatralnych, poziom sztuki kreacyjności, poziom aktorstwa, scenografii, reżyserii, tekstów wg których realizowane są w/w spektakle, a także poziom zainteresowań i odczuć społecznych naszej cywilizacji, poziom naszego rozwoju, wyczulenia na sprawy społeczne, etc.

Przynajmniej zawsze mamy taką nadzieję, że festiwal zaspokoi naszą ciekawość pod każdym względem, choć oczywiście pozostaje w sferze pytań – jakie spektakle w wyborze do festiwalu pominięto, a jakie wybrano do festiwalowych pokazów. Czasem wybór spektakli do prezentacji na Festiwalu może dawać mylne pojęcie o stanie sztuki w danym kraju. Poziom i tematyka spektakli szkół teatralnych, jak się domyślamy, jest niejako odbiciem życia kulturalnego, a nawet politycznego danego kraju, a czasem nurtujących go problemów.

Pozytywnym pomysłem Festiwalu było pokazanie poza konkursem reprezentatywnych spektakli dla podobno wszystkich szkół teatralnych w Polsce. Natomiast z festiwalu na festiwal, i to nie tylko w dziedzinie teatru, nie można się pozbyć wrażenia, że pewne drażliwe tematy dotyczące ogółu populacji na świecie, a niezgodne z ogólnie przyjętą przez rządzących na świecie polityków doktryną dalszego rozwoju świata – nie są podejmowane, bo nie są dopuszczane do wiedzy publicznej, również w dziedzinach sztuk, a inne są nadmiernie eksploatowane powodując znużenie, przesyt i niesmak u widza.

Sztuka we wszystkich dziedzinach, w tym i sztuka teatru, a szczególnie scenariusze sztuk teatralnych się spłyciły, nieraz forma króluje nad treścią, a forma ta jest często tylko sprawnością a nie propozycją unikatową. Zanika scenografia koncepcyjna i artystyczna.Zauważa się zanik indywidualizmu i schematyzm interpretacyjny.

Sztuki są schematyczne w treści jak zestawy testów egzaminacyjnych i jak ograniczone możliwości ich wyboru – gdzie proponuje się np.zestawy a,b,c. Ocena zdolności kandydata polega na tym, czy trafnie wybrał zestaw, który ma być tą jedną jedyną słuszną interpretacją.

Oznacza to, że ponad jeden zaproponowany ci wybór nic więcej nie możesz interpretować, ani o niczym innym myśleć, nie możesz myśleć indywidualnie, ale tak jak kierujący trendami rozwoju, idący nie zawsze w słusznym kierunku, oczekują od szerokich mas. Interpretację indywidualną się odrzuca jako „niepotrzebną i zbędną dygresję”, na zasadzie : nie powinieneś się niczym więcej interesować, ani stawiać dodatkowych pytań. Tworzy się w ten sposób kulturę, która jest spreparowana odgórnie i podawana w pigułce, aby ukształtować rozwój jednostek tylko w jednym przewidywanym kierunku.

Obecnie wiele tekstów teatralnych i scenariuszy powstaje w oderwaniu od doświadczeń i wiedzy historycznej, z pełną jej ignorancją, co rzutuje na ograniczoną interpretację zjawisk codziennych, politycznych i doświadczeń osobistych przedstawianych w spektaklach.

Z wyjątkiem interesujących, oryginalnych sztuk, które dane mi było oglądać na Festiwalu, a więc spektaklu irańskiego, peruwiańskiego, gdzie nie dotarły jeszcze nasze upospolicone - przez źle wybrane tendencje rozwoju - wymieszane macki kulturowe – prawie każda z prezentowanych sztuk, nawet strinbergowska z Polski uważała za konieczne, chociaż zasugerować, choćby poprzez grę aktorów - wątek homoseksualny, co wydawało się zbyteczne, męczące i na siłę pokazujące, że jest się w „obowiązującym trendzie współczesnym”.

Ta część przeglądu, którą udało mi się obejrzeć, moim zdaniem, jawnie udawadniała jak ważne jest strzeżenie na terenie własnego kraju swej odmienności kulturowej i narodowej, swoich doświadczeń, jak niedobrze jest robić zbytnio wymieszany tygiel kultur, bo sztuka staje się często bezpłciowa i nieoryginalna, po wielkim wymieszaniu otrzymujemy małobarwny, szary, pozbawiony subtelności i niuansów prymitywny kocioł wszystkiego i zarazem – niczego, jak się to mówi „multi-kulti”. Kocioł ten pokazuje w ostatnich czasach - kulturową, etyczną i moralną pustkę naszej obecnej cywilizacji.

Rzadko korzystam z prawa do akredytacji jako dziennikarz, może dlatego, że bardziej czuję się reżyserem, malarką i autorką scenariuszy i poezji, ale przy braku powszechnego dostępu do kultury, a przecież przy przewrocie obiecywano nam raj - postanowiłam z tego przywileju skorzystać. Tak, tak – proszę się nie dziwić temu sformułowaniu - nie ma powszechnego dostępu do kultury co najmniej z dwóch powodów. Pierwszy to ten, że nagłaśnia się zjawiska artystyczne wybiórczo wg panującej doktryny i tendencji panujących obecnie na świecie, w których chce się ukształtować widza i człowieka tzw. „przyszłości”, zupełnie jak to dawniej było w imperium sowieckim. Kto się z tego wyłamuje, kto ma wątpliwości, kto proponuje drogę alternatywną lub zgoła inną – nie jest dopuszczany do obiegu. Ani teksty, ani sztuki piękne, ani inne domeny, ani inni ludzie myślący inaczej – nie są dopuszczani i to wszystko pod hasłami przeogromenj pozornej tolerancji. Na dodatek proponowane nam doktryny wcale nie wydają się górnolotne czy słuszne, a raczej należą do świata „upadłych”.

Nie dopuszcza się do obiegu, tak jak jest to pokazane w znanym amerykańskim filmie „Raport mniejszości” innych alternatyw rozwoju, innych przewidywań, innych tendencji, co negatywnie rzutuje na rozwój człowieka i raczej chyli go ku upadkowi. Propagowana szeroko pojęta tolerancja dla wszystkich i wszystkiego staje się w ostatecznym rozrachunku nietolerancją wobec innych – powoduje, że uprawiana światowo hodowla chwastów, wśród których owszem - zdarzają się pożyteczne, zabija wyjątkowe i piękne gatunki roślin i kwiatów.

Druga przyczyna braku powszechnego dostępu do sztuki to – zubożenie wielkich mas społecznych, brak finansów. Aby mieć dostęp do sztuki jako widz i jako twórca musisz być bogaty. Jeśli nie jesteś bogaty nie masz szans korzystać z dorobku świata kultury. A są i sytuacje, że masz środki finansowe, ale nie podobasz się elitom rządzącym – zablokują cię wszędzie – nawet w zakupie biletów teatralnych. Jeśli jesteś zdolny i chciałbyś móc zaprezentować swą sztukę szerokiemu ogółowi musisz być w obowiązującym trendzie poglądowym i musisz mieć pozyskane media oraz poparcie polityczne. Media mają pozyskane tylko wplywowi politycy. Masz wymagane poglądy i wspierasz rozwój wpływowych polityków – politycy przychylą Ci media – i tak to się kręci. Jak się okazuje – żadne rewolucje nic w tym zakresie nie zmieniają.

Nie znając dobrze własnej i innych narodów historii – uważam, że dlatego właśnie nas jej nie uczą lub uczą jej w kształcie wypaczonym, tendencyjnym i ograniczonym – zawsze się nabierasz na hasła kolejnych rewolucji, a potem jest zawsze to samo – cenzura i prześladowania oraz hasła, jak za czasów ZSRR, że mamy pełną demokrację.

Spektakli konkursowych było 11 (jedenaście), a ok.13 pozakonkursowych, w tym ok.9 – polskich. Jako akredytowana dziennikarka otrzymałam początkowo zaproszenia na 4 spektakle, w tym 3 konkursowe i na konferencję prasową. Potem, w trakcie trwania Festiwalu mili Organizatorzy akredytowali mnie dodatkowo na kilku innych spektaklach. Konferencja prasowa nie przebiegała w sposób klasyczny gdyż była skrócona czasowo tylko do expose Organizatorów Festiwalu, podobno z powodu trwającej sesji egzaminacyjnej studentów Akademii Teatralnej. Nie można więc było zadawać organizatorom publicznie pytań, a szkoda. Bardzo miły nastrój 9 Międzynarodowego Festiwalu Szkół Teatralnych stworzyło wystąpienie polskich Jurorów – Pani Danuty Stenki, Pana Allana Starskiego (inni jeszcze nie zdążyli przybyć) i Pana Rektora Akademii Teatralnej w Warszawie – Wojciecha Malajkata oraz Pana Prorektora Waldemara Raźniaka. Konferencji towarzyszył udany poczęstunek w hallu Teatru Collegium Nobilium. Atmosfera na Festiwalu była bardzo miła i uczynność oraz sprawność organizatorów – wielka. Po pierwszych dwóch spektaklach w Teatrze Ateneum, na których mnie akredytowano – jednym pozakonkursowym „Miłość” i konkursowym rumuńskim „Rodziny” byłam dość rozczarowana poziomem Festiwalu. Szczególnie niedobre wrażenie zrobił na mnie spektakl „Miłość” w reż. Cezarego Ibera studentów z Wrocławia - filii Wyższej Szkoły Teatralnej z Krakowa. Młodzi aktorzy grali dobrze, byli świetni ruchowo, ale było przykro oglądać ich w jałowym scenariuszu i w wyjątkowo wulgarnych scenach i dialogach, które na szczęście nie były tłumaczone na jęz.angielski. Na szczęście bo teatr amerykański i zachodnioeuropejski pokazał w czasie Festiwalu spektakle dużo bardziej wyrafinowane niż można się było spodziewać i w tym wypadku tłumaczenie spektaklu „Miłość” stawiałoby polski teatr w dużym niekorzystnym kontraście do pozostałych szkół teatralnych. Irytujący też był fakt, że w krajach dawnego bloku sowieckiego – w Polsce i Rumunii, w Rumunii z o wiele większą klasą niż w naszym spektaklu - głównym tematem społecznym było wyeksponowanie tematów tylko szczątkowo dotykających ludzi zgnębionych codzienną rzeczywistością i trudami życia. Spektakl wrocławski w sposób wręcz degustujący przedstawiał różne jak najgorsze odmiany miłości między kobietą i mężczyzną poprzez sceny sprowadzone do zupełnego upadku moralnego, kopulacji i orgii, aby na końcu spointować cały ziejący pustką scenariusz, że jedyną piękną i godną miłością jest miłość gejowska.

Porównałabym ten spektakl do opowieści studentów wracających do PRLu z wakacji zagranicznych i opowiadających z podekscytowaniem o sexshopach, teatrach porno, do których wiedzeni ciekawością zajrzeli i w których prezentowano na żywo sceny pornograficzne w duecie, grupowe i ze zwierzętami. Oglądając spektakl „Miłość” przypominałam sobie te opowieści i można powiedzieć, że brakowało tylko w tym spektaklu kozy dla jednej z par miłosnych, abym zobaczyła w pełni to co oglądali wspomniani powyżej studenci.

O czym ta sztuka była i co chciała przekazać ? To jest pytanie. Autorzy nie mieli od siebie nic ważnego do powiedzenia. Opuszczając teatr czuliśmy się jakbyśmy wychodzili z brudnej wody do czystego świata własnych rodzin i własnych domów. Jedyną mocną stroną spektaklu był opracowany ruch aktorów na bazie prawie, że nowoczesnego baletu – bardzo dobrze wyreżyserowany i świetnie wykonany przez aktorów.

Jaki problem chcieli autorzy przedstawić używając do tego młodych ludzi wchodzących w życie teatralne ? Czy kierowali się jakąś odpowiedzialnością ? Za tymi młodymi ludźmi może przez lata ciągnąć się etykieta, że występowali w spektaklu, który nie tylko nie nosił znamion sztuki, ale był produkcyjniakiem brukowcem wyjątkowo niskiego lotu i najgorszego, wulgarnego sortu. Nie można też powiedzieć aby można było zauważyć w spektaklu jakąś myśl scenograficzną czy kostiumową. Miało się wrażenie, że autor tekstu i reżyser są dotknięci nieznaną nam alergią w sposób, który uniemożliwia szerokie spojrzenie na różne aspekty uczuć pomiędzy kobietą a mężczyzną i powoduje subiektywne i nietolerancyjne spojrzenie na wszelkie aspekty miłości hetero.

Przeciwwagą do powyższego spektaklu był klasycznie skonstruowany spektakl w reżyserii Jana Englerta warszawskiej Akademii Teatralnej p.t. „Pelikan. Zabawa z ogniem” Augusta Strindberga prezentowany w sali im.J.Kreczmara w Akademii Teatralnej. Spektakl pozwalał ocenić stopień przygotowania młodych aktorów do zawodu, pozwałał utworzyć aktorom całościowe role, zbudować jednorodny spektakl. Jury nagrodziło i słusznie za rolę pierwszoplanową Lidię Pronobis z „Zabawy z ogniem”, choć również na uwagę zasługiwała rola matki w „Pelikanie” jak i role męskie w „Zabawie z ogniem”.

Spektakl „Rodziny” w reż.Eugene'a Jabeleanu studentów Wydziału Dramatu i Teatru Uniwersytetu „Lucian Blaga” w Sibiu, zresztą wyróżniony przez Jury był pewnym oddechem po pozakonkursowym spektaklu „Miłość”. Pierwsze słowa zza sceny/na ekranie otwierające spektakl zapowiadały coś wprost fantastycznego gdyż informowały o odkryciu w XVII wieku zasypanej i zalanej lawą przez wulkan Wezuwiusz Pompei i Herkulanum z odnalezionymi szczątkami rodzin i dzieci. Początkowo można było pomyśleć, że oto odważny reżyser wziął na warsztat bardzo ciekawy i rzadki ostatnio temat – bowiem wydawało się, że jest zapowiadana w ten sposób treść sztuki teatralnej, która za chwilę ukaże się na scenie, niestety – tak nie było.

„Rodziny” to sztuka o współczesnych problemach rodzin, a tematy poruszane na scenie oscylowały i mieściły się w powielanych od lat doktrynach Unii Europejskiej. Nie pojawiło się w niej nic indywidualnego ponad propagandę unijną. Nie pomagało spektaklowi fatalne mechaniczne, naszpikowane wprost śmiesznymi błędami, internetowe tłumaczenie dialogów na jęz.polski na zasadzie „ona ciebie zabić. Ona poszła was od wam” itp.. Pomimo tego absolutnie bezsensownego tłumaczenia staraliśmy się zrozumieć sens scenariusza sztuki. Mimo jej ogólnej estetyki i pewnej klarowności konstrukcji, choć nie do końca z zachowaną logiką jej rozwoju, poglądy zaprezentowane w sztuce, jak pisałam powyżej - nie odbiegały niczym od codziennych komentarzy telewizyjnych i to było jej słabością. Tym bardziej, że nieraz często odnosi się wrażenie, że politycy Unii nie widzą bardzo wielu problemów podległych im społeczeństw i bardziej zajmują się wdrażaniem swych abstrakcyjnych idei i doktryn niż rozwiązywaniem problemów obywateli Unii nieraz żyjących w skrajnej biedzie i bez dostępu do kultury i leczenia. Aktorzy spektaklu „Rodziny” nie mieli też możliwości błysnąć w pełni swym talentem aktorskim gdyż role skonstruowane w spektaklu były okrojone do szybko zmieniających się kadrów będących niejako cytatami różnych możliwych i zdarzających się sytuacji rodzinnych, bez wystarczającego ich rozwoju na scenie.

Pierwszym przedstawieniem, które na 9 Międzynarodowym Festiwalu Szkół Teatralnych, moim zdaniem, zrobiło na widzach wrażenie był „Rytuał” w reż. Pooyesha Frozandeha z Uniwersytetu Soore w Teheranie (również w Teatrze Ateneum),nagrodzony przez Jury nagrodą Grand Prix.

Spektakl był ujednolicony w formie, spójny ze scenografią i grą kostiumów, poetycki i jednorodny. Miał wyraźnie przeprowadzoną koncepcję. Jedyna mała uwaga to ta, że może nie końca konsekwentnie i jasno wyprowadzono, przynajmniej dla publiczności europejskiej - wszystkie opowieści. Niewielkimi środkami sześć młodych aktorek przy zastosowaniu subtelnych i oryginalnych rozwiązaniań aktorsko-reżyserskich, również śpiewu, przekazywało nam zwyczaje i dramaty życia kobiet w świecie muzułmańskim poprzez kilka wątków różnych historii i pokazanie obyczajów z innego dla nas świata muzułmańskiej kultury.

Następnym spektaklem, który zasługiwał na uwagę z tych, które mi dane było obejrzeć, był spektakl peruwiański (pokazany w Teatrze Collegium Nobilium) „Psy” w reż.Jorga Sarmiento z Wyższej Szkoły Sztuki Dramatycznej w Limie, w którym Jury nagrodziło za drugaplanową rolę jedną z dwóch głównych aktorek sztuki – mlodziutką Geraldina'ę Marcia. Był to spektakl malowniczy, rodzajowy, egzotyczny, prawdziwie teatralny. Pokazywał dramat indiańskich kobiet będących ostatnim ogniwem społecznym, najniżej stojącym w tamtejszym społeczeństwie. Scenografia i kostiumy były przemyślane i odpowiednio egzotyczne. Znaleźliśmy się w świecie stykających i mieszających się ze sobą różnych religii, wierzeń, rytuałów, biedy, wykorzystywania człowieka przez człowieka, tragicznego losu wykorzystywanych kobiet, diabłów, świętych, aniołów, mafijnych możnych mogących w tamtejszym społeczeństwie - wszystko i bezradności człowieka wobec zła. Psy i zagrażające nam upiory pojawiały się w różnych miejscach sceny. Przesuwały się przed nami na wysokich szczudłach, a spektakl zaczynał się od postaci, ciągnącej na dalszym planie i wyższym niż podłoga sceny, z wielkim mozołem i trudem krzyż Chrystusa. Był to krzyż cierpień, losu i przeznaczenia, którego nie można było niczym powstrzymać. Muzyka przekazywała nastrój niepokoju i grozy. Aktorstwo tego spektaklu było malowane szerokim pędzlem, nasycone, przekonywujące. Spektakl „Psy” udało mi się obejrzeć dzięki wizycie w Polsce Prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, gdyż dzięki temu Organizatorzy musieli przesunąć pokaz spektaklu na inny dzień i dzięki temu najprawdopodobniej, udało się Organizatorom znaleźć dla mnie „zwolnione” przez jakąś osobę zaproszenie na spektakl. Miło było potem na bankiecie wieńczącym 9 Festiwal wspomnieć amerykańskim studentom o satysfakcjonującym i bardzo udanym i podniosłym przemówieniu Prezydenta Donalda Trumpa do Polaków pod pomnikiem Powstania Warszawskiego.

Kolejny spektakl, który dane mi było obejrzeć w Teatrze Ateneum to spektakl p.t. „Houellebecq!” w reż. Anders'a Carlsson'a z Akademii Teatralnej Uniwersytetu Sztuki w Helsinkach. Spektakl ten miał elementy interesujące, szczególnie ruchowe, ale zgubił go brak stylu i chwytanie się różnych pseudo efektownych środków aby rozwijać akcję na scenie. Niewątpliwie ze sceny padło kilka interesujących spostrzeżeń i uwag o ludzkiej rzeczywistości, ale całość utonęła w zbyt dużej ilości tandetnych rozwiązań, w tym scenograficznych, muzycznych i reżyserskich oraz w zbyt chaotycznie rzuconej narracji, która nie zawsze służyła głównej myśli spektaklu, o ile takowa w ogóle była.

Niestety nie akredytowano mnie i nie wpuszczono nawet z legitymacjami : dziennikarską i członka Zarządu Sekcji Reżyserów ZASP (w zapasie miałam jeszcze legitymację SPAM – Stowarzyszenia Polskich Artystów Muzyków i ZPAP – Związek Polskich Artystów Plastyków) na niezwykle chwalony i już kilkakrotnie nagrodzony na różnych festiwalach spektakl p.t. „Do Dna” w reż. Ewy Kaim studentów z Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie. Nagrodę od Jury za rolę pierwszoplanową w/w spektaklu otrzymała Weronika Kowalska. Wierzę, że spektakl był doskonały i że śpiewano w nim pięknie. Ale niestety nie dane mi było go obejrzeć.

Sztukę, którą uważam za jedną z najciekawszych spektakli Festiwalu omówię na końcu. Następnym przedstawieniem zasługującym na uwagę był spektakl p.t.”Wojna” w reż. Malcolm'a Tulip'a z Wydziału Dramatu i Teatru Uniwersytetu Michigan. Jury przyznało w nim nagrodę za rolę drugoplanową dla Lauren Balon – grającej rolę dziecka. Spektakl był prezentowany w Teatrze Syrena i zaaranżowany na scenie teatru. Kwadratową przestrzeń otoczono szpalerami krzeseł i poduszek na podłodze dla widzów w pierwszym rzędzie. Na scenie - materac do spania, krzesło, książka „Dziennik Anny Frank”. Przedstawienie pokazywało zachowania kilku wybranych osób – jednej rodziny - w okresie wojny. Było konsekwentne w scenografii, scenariuszu, grze aktorów, oszczędne w środkach, oparte głównie na dobrze wyprowadzonych rolach aktoskich – Matki, dwóch Córek, z których jedna się prostytuowała, powracającego z wojny ociemniałego Ojca - Męża i Kochanka żony – lekarza, brata męża, o którym to Mąż-Ojciec sądzi aż do końca sztuki – że nie żyje. Początkowo nie wiemy kto jest w tym spektaklu godną osobą, a kto nie, kto ma rację lub jej nie ma, ale po kolei sytuacja zaczyna się odkrywać.

Niepokojące w przesłaniu tego spektaklu było to, że właściwie wszystkie jego postacie zachowywały się w jakimś sensie i zakresie niegodnie. Było to o tyle niepokojące, że z własnych polskich doświadczeń wiemy – z wielu świadectw, opisów, osobistych doświadczeń, że nieraz najtragiczniejsze i najgorsze sytuacje w czasie wojny np. przy zesłaniu na Syberię, w więzieniu hitlerowskim, w obozie zagłady KL Auschwitz, w Powstaniu Warszawskim, w więzieniu stalinowskim - wyzwalały w ludziach nieprawdopodobnie piękne i bohaterskie postawy. Za tymi wszystkimi powyższymi przykładami można wymienić wiele nazwisk i konkretnych sytuacji gdzie zachowania ludzkie mogłyby przejść do tzw. uznania świętości.

Myślę, że działo się tak dzięki dobremu wychowaniu ogółu społeczeństwa w duchu pewnych słusznych idei, w pewnej etyce, z pewnymi wymaganiami wobec moralności ludzkiej.

Doświadczenia wojny, w których ludzie li tylko stają się bestiami jest nam nieznane, jak i usprawiedliwianie podobnych postaw jak w spektaklu „Wojna”. Obecnie, co trudno jest, na szczęście, wielu nam zaakceptować - usiłuje się usprawiedliwić i uzasadnić najbardziej podłe zachowania ludzkie, w tym z II wojny światowej. Np. polska rodzina posiadająca kilkoro małych dzieci ukrywała kilkudziesięciu Żydów. Wszystkich wydał na śmierć jeden Żyd złapany przez gestapo, którego przesłuchiwano, bito i któremu obiecano za wydanie tylu osób – wolność, więc wydał wszystkich. Kilkudziesięciu Żydów wraz z dziećmi i cała polska rodzina z dziećmi zostało z powodu tej denuncjacji zamordowanych. Obecnie znaleźli się tacy, którzy usprawiedliwiają postawę – denuncjatora, której przecież usprawiedliwić nie można.

Stąd przekaz spektaklu amerykańskiego był kontrowersyjny. Można było postawić sobie pytanie – czy współczesne społeczeństwa od czasów II wojny światowej tak nisko upadły moralnie, że już nie mają żadnych zasad?

Niezrozumiała była też sytuacja kiedy w spektaklu „Wojna” Matka kilkakrotnie twierdziła, że mąż ją zostawił, porzucił i odszedł, podczas kiedy po powrocie Męża-Ojca do domu, wszystko wskazywało na to, że musiał opuścić rodzinę, bo po prostu poszedł na wojnę walczyć.

Prostytuującą się ponoć z głodu i nędzy Starszą Córkę też trudno było wystarczająco usprawiedliwić moralnie, gdyż są ogromne różnice w zachowaniach się kobiet w podobnych sytuacjach w różnych społeczeństwach. Np. wiadomo, że w czasie II wojny światowej żołnierze armii sowieckiej, niemieckiej i Ukraińcy dopuszczali się masowo gwałtów na kobietach. Sowieci gwałcili na terenie Polski wiele kobiet, również po wkroczeniu na nasze terytorium pod koniec wojny, już jako armia aliancka i nie tylko dokonywali okropnych gwałtów na Śląsku i na kobietach niemieckich, gwałcili wiele kobiet polskich. Z 2-giej strony, jest wiele przekazów, których się nie upublicznia, że po zakończeniu działań II wojny światowej, oczywiście pomijając masowe gwałty występujące na wszystkich terenach powojennych wobec wszystkich kobiet, w tym i niemieckich, Niemki, w przeciwieństwie do np. Polek, sprzedawały swe ciało za przysłowiową tabliczkę czekolady i traktowały to jako rzecz normalną, co z kolei nie mieściło się w normach wychowania polskich kobiet. Wracając do naszego spektaklu - Starsza prostytuująca się Córka posunęła się nawet do tego, że porzuciła całą swą rodzinę – Matkę, młodszą ok.12-letnią siostrę, ociemniałego Ojca inwalidę, w której to sytuacji powinna czuć się odpowiedzialna za ich los, i aby szukać dla siebie lepszej doli odbiła Matce kochanka i z nim uciekła. Matka, która wcześniej odmówiła Kochankowi ucieczki we dwoje ze względu na to, że nie chciała porzucić swych córek, zorientowała się w sytuacji i opuściła pozostałą dwójkę ruszając za parą. Ponieważ autorytet Ojca był poderwany przez Matkę, więc kiedy nocą pojawił się w domu Kochanek Matki aby zabrać Młodszą Córkę do Matki i Siostry ta ukradkiem usiłuje opuścić nieporadnego, ociemniałego Ojca. I tu nagle pojawia się zaskakująca pointa. Ojciec budzi się. Wywiązuje się dyskusja między nim a bratem – Kochankiem Żony, w której okazuje się, że Brat – lekarz aby ratować swe życie na rozkaz najeźdźców tak bił swego syna, że ten umarł. Młodsza Córka po usłyszeniu powyższej informacji doznaje olśnienia, że jej rodzina odeszła z osobą, która w ciężkiej sytuacji poświęci wszystkich aby siebie ratować. Mlodsza Córka dokonuje więc właściwego wyboru moralnego i pozostaje z ociemniałym Ojcem, zresztą przez cały czas spektaklu podkreślała, że chciałaby ratować swoją rodzinę. Jest to chyba jedyny spektakl, w któym nie przypominam sobie aby występowały śpiewy, w przeciwieństwie do wszystkich innych, w któych stało się to swoistą modą. Na 11 konkursowych spektakli obejrzałam 7 z nich i 2 ze spektakli pozakonkursowych.

Czas abym opisała spektakl, który okazał się, w miarę jego oglądania w Teatrze Syrena, w moim odczuciu, najbardziej oryginalnym spektaklem 9 Międzynarodowego Festiwalu Szkół Teatralnych w Warszawie. Był przygotowany w państwie, po którym bym się tego nie spodziewała, w którym znajduje się Parlament Europejski. Był to spektakl „Hohohoho” w reż. Guus'a Diepenmaat'a z Królewskiego Instytutu Teatru, Filmu i Sztuk Wizualnych z Uniwersytetu Erazma w Brukseli, który nie wszyscy po równo docenili i zrozumieli, choć otrzymał absolutnie słusznie wyróżnienie od Jury 9 Miedzynarodowego Festiwalu Szkół Teatralnych.

Idąc na spektakl przeczytałam jego opis, może to był błąd, z tego powodu cierpliwie czekalam na rozwój wypadków. Tak jak w przypadku filmu „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego, w którym po wymianie emaili z reżyserem, okazało się, że reżyser – na szczęście – bo prawda czasami nie daje się oszukać - przekazał w sposób przezeń nie chciany - więcej o bestialstwie wobec polskich rodzin – niż zamierzał, improwizacja aktorów w spektaklu „Hohohoho” przekazała jeszcze dużo więcej podtekstów i niuansów niż można było wyczytać w opisie spektaklu co świadczy o jego sukcesie i wielkości.

Wszystko w tym spektaklu było zastanawiające, dygresyjne i zrobione z niejakim polotem. Sama dekoracja okazała się najbardziej oryginalną i przemyślaną z tych, które mi było dane oglądać na tegorocznym Festiwalu. Na scenie widzimy z dwóch stron ogrodzenie z siatki, tak jakby granice Unii Europejskiej. Za nimi jakby głębia mroku – nieznajoma i nieznana. Wszystko nabiera tu znaczenia, w tym dziwne „hymnowe” śpiewy kojarzącego się z hymnem Unii Europejskiej. Na scenie są cztery osoby, w tym trzy umundurowane. Trzy umundurowane osoby zmieniają się przy trzymaniu masztu. Jedna z nich, gra ją kobieta, wydaje się, że ma sparaliżowaną rękę. W dalszym ciągu sztuki okazuje się, że osoba ta wysławia się w języku angielskim. Osoba najbardziej okazała w tym zespole, najwyższa, tak jakby strażnik całej tej grupy, w pełnym mundurze, w trakcie sztuki, jak się okazuje, jest postacią posługującą się językiem francuskim. Trzecia umundurowana postać wysławia się w języku niemieckim. Są to tak jakby trzej najmocniejsi przedstawiciele Unii – Niemcy, Francja i Anglia. Anglia z chorą usztywnioną ręku wydaje się Anglią na progu brexitu. Hymn śpiewany na scenie jest w języku przypominającym łacinę. Czwarta z kolei osoba, mocno enigmatyczna, chodzi niespokojnie po scenie z zasłoniętą kominiarką twarzą, jest pilnowana przez resztę postaci, które co chwila tracą ją spod kontroli, bo zajmują się sobą. Ta najbardziej niepokojąca postać, kojarzy się z terrorystą. Na razie postać ta znajduje się pod nadzorem na terenie ogrodzonym Unii, ale widać, że czeka tylko na moment kiedy wymknie się spod kontroli. Osoby na scenie właściwie nie mówią, ale działają i wchodzą w przeróżne relacje między sobą. Obserwujemy ich działania, na które składa się odśpiewywanie „hymnu”, pilnowanie „wyjścia” z Unii, ćwiczenia – musztra – z bronią. Z lewej strony sceny stoi bokiem do nas niska, ciemna kanapa, z prawej sceny znajduje się odrapane lekkiej konstrukcji biurko z szufladą z bronią. W pewnym momencie postać umundurowana mówiąca językiem angielskim siada za biurkiem, bawi się bronią, a nawet przystawia ją do siebie tak jakby w celach samobójczych. Pomiędzy postaciami następuje wiele pozornych działań, tak jakby w celu strzeżenia i rozwoju imperium, na którym stacjonują. Postacie sceniczne trochę się nudzą, trochę przekomarzają, tańczą, nawet zdarzają się śmieszne sytuacje i małe konflikty. Wydaje się jednakże, że są w pełni zadowolone z siebie. Terrorysta nieustannie ich obserwuje i czeka na moment uśpienia czujności osób umundurowanych. Na scenie zaczyna wzrastać napięcie. Terrorysta kręci się nieustannie, osoby nakierowują go co chwila na właściwe dla niego miejsce. Kolejne umundurowane osoby wymieniają się przy trzymaniu masztu. Czasem maszt jest odłożony na bok. Aż wreszcie nadchodzi moment tak jakby stagnacji. Najwyższy strażnik rozsiada się na kanapie. „Niemiec” zasiada za biurkiem i nagle zaczyna demonstrować głośno swoją siłę, zwierzęcymi coraz głośniejszymi rykami. Reaguje na to Strażnik Francuz. Niemiec i Francuz siedzący naprzeciwko siebie po dwóch stronach sceny toczą bitwę na demonstrację siły i coraz głośniejsze ryki. Niepełnosprawny żołnierz – kobieta ze sparaliżowaną ręką – Anglik zajęty jest obserwowaniem tych popisów. Z tego dialogu pychy korzysta Terrorysta wymykając się przez niestrzeżoną bramę ogrodzenia i znika w mroku aby pokazać się na widowni, daleko od strzeżących go postaci, wśród tłumu widzów. Nagle Strażnik Francuz zorientowawszy się, że Terrorysta uciekł, odnajduje go i wprowadza na scenę. Terrorysta znowu jest strzeżony. Francuz proponuje Anglikowi zagotowanie zupy. Zapala maszynkę campingową i stawia na niej zupę. Odchodzi do otwartej bramy przy stojącym maszcie. Anglik siedzi na kanapie, Niemiec za biurkiem. Terrorysta przesuwa się w różnych kierunkach niepostrzeżenie i niespokojnie. Zupa zagotowuje się. _ „Ca brule !” - krzyczy Francuz wskazując na gotującą się na przodzie sceny zupę – nikt się nie rusza. „Ca brule !!!” ( „Gotuje się !!! Pali się!!! Wrze !!!”) - wrzeszczy kilkakrotnie Francuz licząc na to, ze któryś z partnerów się ruszy i zgasi maszynkę. Nic z tego. Partnerzy siedzą bez ruchu. Klnąc, Francuz podbiega i gasi zupę. Jest to wiele mówiąca i wielce wymowna scena. Zachowanie Terrorysty podczas kolejnych działań trójki pozostałych osób i wcześniejsze staje się niesamowite i wprowadza na scenę wzrastający niepokój, zapowiada jakąś grozę. Terrorysta wykonuje tak jakby wiele bezsensownych czynności, wyglądających jak nerwica natręctw, wtacza się koziołkując na kanapę przez jej oparcie i stacza się z niej i od nowa. Te mechaniczne, z pozoru przypadkowe czynności stwarzają narastający nastrój grozy. Za chwilę zdarzy się nowa okazja aby uciekł spod kontroli...

Spektakl, który na początku wydawał się bardzo nudny okazał się spektaklem o być może najciekawszym przesłaniu uczynionym z wieloma dygresjami, aluzjami, podtekstami przekazanymi w sposób nowatorski i konsekwentny, nowymi niekonwencjonalnymi środkami i prawie bez słów. Stworzono kreacje bez napisanych ról z dialogami. Ruch postaci był wieloznaczny i świetnie przemyślany i wypunktowany. Z tego względu uważam, że spektakl „Hohohoho” był najoryginalniejszym i w sumie najciekawszym spektaklem z przeze mnie widzianych, o najciekawszym przekazie wizualnym, indywidualnym, wieloznacznym, wzbogaconym, w stosunku do innych sztuk, z najnośniej stworzonymi rolami i najmocniejszym przekazem ponad doktrynami, które na ogół słychać było prawie w każdym spektaklu. Ten spektakl, a nawet pewne jego aktorskie fragmenty często mi się do chwili obecnej przypominają, zapadły mi w pamięć. Pochwała dla Jury, że spektakl został dostrzeżony i wyróżniony.

Dzień 06.07.2017 był ostatnim dniem Festiwalu. Zaczynał go spektakl w reżyserii prorektora Akademii Teatralnej w Warszawie Waldemara Raźniaka i Tomasza Rodowicza p.t. „Studium o Hamletach” w Teatrze Collegium Nobilium. Według jednej z recenzji umieszczonych na stronie o Festiwalu Akademii Teatralnej w Warszawie spektakl korzystał z doświadczeń Grotowskiego i Teatru 13 Rzędów. Spektakl byłby interesujący gdyby nie miał kilku mankamentów. Jednym z nich była albo dykcja aktorów albo zła akustyka sali teatralnej. Kolejne mankamenty to te, że niezupełnie były zrozumiałe dywagacje nad Hamletem i główna myśl im przyświecająca, a drewniane groby, wchodzenie do nich i wychodzenie, z trudem i ciężko wykonywane ewolucje gimnastyczne przez młodych aktorów, ruchy sceniczne istniejące tak jakby tylko dla zaistnienia jakichś ruchów, zaczęły dominować wszyskie sensy przekazywane w słowach. Ładny natomiast był śpiew i przełamanie spektaklu przez wejście na scenę, rzekomo prywatne. Po spektaklu nastąpiło ogłoszenie wyników. Jury Dziennikarskie wręczyło swoją nagrodę spektaklowi p.t.”Farma” w reż.Paolo Alessandri z Akademii Teatralnej „Sofia Amendolea” w Rzymie. Nie widziałam tego spektaklu. W moim odczuciu trochę nietaktem się wydawało, oznajmienie przez Jury Dziennikarskie w podsumowaniu Festiwalu, że niektóre szkoły teatralne potraktowały przyjazd ze spektaklami na Festiwal jak przyjazd na wakacje oraz niezbyt stosowne aluzje, jak się wydaje, do jednego z zachodnich prezydentów, przy siedzącej na sali publiczności z tego kraju. Nagrodę specjalną Jana Bończy-Szabkowskiego otrzymał spektakl „Rytuał” w reż. Pooyesha'a Frozandeh'a z Uniwersytetu Soore w Teheranie. Jury z fantazją zapowiadało kolejne wyróżnienia i nagrody, zapowiedzi te były również z dużą fantazją tłumaczone. Sala reagowała z radością i bardzo żywo. Trzeba powiedzieć, że jak rzadko się zdarza na różnych festiwalach Jury w składzie : Sarah Hickler (USA), Patrick Spottiswoode (Wielka Brytania), Allan Starski (Polska), Danuta Stenka (Polska) wydało bardzo słuszne werdykty, wydaje się, że dużo trafniejsze niż na 8 Międzynarodowym Festiwalu Szkół Teatralnych dwa lata temu.

Po ogłoszeniu wyników Akademia Teatralna zaprosiła gości na bardzo udany i okazały bankiet na wolnym powietrzu na dziedzińcu przy Teatrze Collegium Nobilium, gdzie można było pogratulować Laureatom i z nimi miło porozmawiać, chociaż niektórzy już wcześniej wyjechali jak np. studenci Wydziału Teatru i Dramatu z Rumunii.

9 Międzynarodowy Festiwal Szkół Teatralnych w Warszawie organizowany przez warszawską Akademię Teatralną należy uznać za bardzo udany, z festiwalu na festiwal coraz bardziej się rozwija pozytywnie oddziałując na uczestników i widzów, a werdykt Jury okazał się w tym roku bardzo trafny i sprawiedliwy. Dziękujemy Panu Rektorowi Wojciechowi Malajkatowi i wszystkim Organizatorom Festiwalu.