BOGNA LEWTAK-BACZYŃSKA
WELLTRADE JANUSZ BACZYŃSKI

Sprzedaż wysyłkowa albumów CD z utworami z repertuaru Edith Piaf, z wielką poezją polską, z rep. patriotycznym i in.
Sprzedaż autorskich publikacji, poezji, książek i prac artystycznych - obrazów, szkiców i grafik.

GALERIA AUTORSKA I TEATR WELL ART BOGNY LEWTAK-BACZYŃSKIEJ



Refleksje na temat filmu „Ostatnia rodzina” w reż. J.P.Matuszyńskiego.

Film „Ostatnia rodzina” oglądałam na pokazie przedpremierowym w kinie „Atlantic”. Mimo że znając obrazy Zdzisława Beksińskiego od lat - widziałam po rodzaju używanego przez niego języka malarskiego, że jest malarzem samoukiem – ceniłam jego obrazy i jego własny język malarski, który sobie stworzył. Znałam Zdzisława Beksińskiego z kilku rozmów telefonicznych, kiedyś otrzymałam od niego liścik, zapraszałam go na nasze wernisaże. Bał się przychodzić. Znałam jego kolekcjonera – z dość niedobrej strony. Przyszedł do mnie kiedyś w Paryżu (w latach 80-tych) ponoć aby obejrzeć moje obrazy, cel jego wizyty okazał się inny od zapowiadanego. Z tego co pamiętam, może się mylę, był prawnikiem prowadzącym sprawy rozwodowe, współpracującym z polską Ambasadą.

„Wisieliśmy” ze Zdzisławem Beksińskim wspólnie na kilku międzynarodowych wystawach w Paryżu, ja wg moich znajomych – na lepszych ścianach. Założona dla prac Zdzisława Beksińskiego przez jego kolekcjonera galeria w Paryżu ok. Rue de Seine nie miała sukcesu, została zamknięta. Nic to dziwnego, bo obecnie na świecie nie zauważa się talentów, a kolekcjonerzy sztuki nie dobierają obrazów do swoich kolekcji według ich zalet, a jedynie dla sztucznie wylansowanych nazwisk i jako lokatę kapitału. Zdzisław Beksiński w kilku ze mną rozmowach zdradzał jakiś bliżej nieokreślony lęk, jak człowiek, którego może dopaść jakiś jego prześladowca. Wydawało się, że boi się pokazywać publicznie, szczególnie na wernisażach. Myślałam wówczas, że może prześladuje go UB, że może komuś się w życiu naraził. Nigdy jednak nie udało mi się dowiedzieć nic o jego przeszłości wojennej czy tuż powojennej. Jest ona w ogóle nie nagłaśniana i nie ujawniana.

Beksiński bał się także sytuacji, w której kolekcja jego obrazów byłaby w rękach jednego kolekcjonera z Paryża. Twierdził, że jego wszystkie obrazy nie mogą znajdować się w jednych rękach tj. jednego kolekcjonera z Paryża, bo gdyby coś się stało tej kolekcji to nigdzie więcej nie byłoby już jego obrazów. Już po moim powrocie do Polski Zdzisław Beksiński opowiadał mi przez telefon o drobnych kłopotach zdrowotnych żony i swoich. Opowieść ta była dla mnie trochę dziwna, gdyż na ogół nie opowiada się o akurat tego rodzaju kłopotliwych detalach zdrowotnych i w sumie osobistych, o swoich, można by to nazwać - felerach - obcym osobom, a nawet może – nikomu. Ale był to bardzo miły człowiek, kulturalny i ogromnie zdolny i wyrazisty malarz. Opowiadał też, że trudno mu już malować, więc głównie tworzy komputerowo. Mając za sobą więc kilka kontaktów ze światem Zdzislawa Beksińskiego poszłam na film Pana J.P.Matuszyńskiego z pewnym wyobrażeniem o Zdzisławie Beksińskim i może nie zawiodłam się na filmie jak troszeczkę na przedstawionej nam, trochę zasmucającej i prawdopodobnie „prawdziwej prawdzie” o psychice Zdzisława Beksińskiego. Wyobrażałam sobie kolegę malarza jako trochę piękniejszego wewnętrznie, a to co usłyszałam z jego ust na filmie – trochę zniechęciło mnie do jego obrazów.

Film „Ostatnia rodzina” J.P.Matuszyńskiego jest na pewno filmem bardzo interesującym, posługującym się własnym językiem filmowym, w którym jest świetnie stworzona scenografia, przestrzeń kadru filmowego, charakteryzacja aktorów. W filmie są trzy wybitne kreacje aktorskie – trzy główne role : żony, syna malarza i samego malarza. Najbardziej mnie zachwycili – Aleksandra Konieczna – po prostu wspaniała i Dawid Ogrodnik – wprost znakomity, który zdecydowanie powinien również otrzymać nagrodę za swoją rolę. Andrzej Seweryn jest tak znaną osobą, że na pewno trudniej zapomnieć o tym widzowi widzącemu go w kolejnej filmowej postaci. Bardzo ciekawe i niekonwencjonalne są w filmie J.P.Matuszyńskiego dialogi, niezły jest scenariusz. Można też znaleźć wiele interesujących wyznań. Interesująca jest przedstawiona w filmie ustami malarza własna krytyka jego malarstwa. Poruszający jest trud mieszkania z obiema mamami żony i malarza oraz opiekuńczego zajmowania się nimi przez Zofię Beksińską i pomagającego jej w filmie męża. Trud ten uczłowiecza tę rodzinę i pokazuje jej walory moralne w traktowaniu swoich bliskich. Piękna jest jedna z rozmów Zofii Beksińskiej z zachwianym psychicznie synem. Postać Zofii Beksińskiej to jakby anioł czuwający nad swoją rodziną i znoszący cierpliwie wszystkie trudy życia. Wydaje się wspaniałą osobą, kochaną na swój sposób przez męża, który stara się być wobec niej dobrym człowiekiem. To wszystko widać. Świetnie i odrażająco jest pokazane osiedle peerelowskie, do którego przenoszą się Beksińscy. Klimat tego osiedla, droga przemierzana przez malarza aby sprawdzić na życzenie żony - czy z synem jest wszystko w porządku, powtarzające się kadry wjeżdżającej na obskurne kolejne piętra windy – wszystko to jest bardzo trafione i własnym jezykiem filmowym reżysera i operatora interesująco przedstawione.

Poczulam dużą satysfakcję kiedy filmowa Zofia Beksińska, tak zwykle spokojna i opanowana, rzuciła książką, napisaną przez kolekcjonera o malarzu i jego rodzinie, w głowę swego męża, nakazując mu aby nigdy tej książki nie pokazywał Tomkowi ani nikomu innemu i aby zerwał z kolekcjonerem jego obrazów wszelki kontakt. Myślę, że dziecku – Tomkowi Beksińskiemu, wychowującemu się w rodzinie, w której ojciec, jak się dowiadujemy z filmu, pasjonuje się śmiercią, krwią i wynaturzeniem – ciężko było zachować normalność psychiczną. Myślę, że psychika ojca mogła zaważyć na rozwoju jego syna w dzieciństwie.

Moim zdaniem, choć z przykrością to piszę, nie zawsze dzieła można oceniać w oderwaniu od ich twórcy. Takim przypadkiem jest dla mnie jeden z kompozytorów, który zamordował swą żonę czy kochankę za to, że go zdradziła z innym, a jej nowo urodzone dziecko wystawił na śmierć. Takim przypadkiem jest dla mnie również malarstwo Adolfa Hitlera. Stawiam twórczość w/w barbarzyńców poza granicami sztuki, jakkolwiek niektórzy z tych i im podobnych byli być może zdolnymi twórcami. Jako twórca w kilku dziedzinach sztuki inaczej może reaguję niż ogól na pewne dzieła w różnych dziedzinach. Na przykład film odtwarzający obrazy Petera Brueghla, którym się wszyscy zachwycają – nie odpowiadał mi. Uwielbiałam malarstwo tego mistrza i jako zawodowy malarz i twórca zupełnie inaczej zinterpretowałabym jego obrazy na ekranie. Film mi je trochę obrzydzil. To co zobaczyłam było dla mnie zbyt prymitywne. Podobny zawód stworzyła mi wiedza jaką o psychice Zdzisława Beksińskiego otrzymałam w filmie Pana J.P.Matuszyńskiego. Przejmujące obrazy Beksińskiego, które przedtem oznaczały dla mnie głębokie odczucie okrucieństw naszego świata okazały się nagle jedynie zaspokajaniem potrzeb sado-masochistycznych przedstawianego filmowo malarza. W tym aspekcie film zaszkodził mi w moim szacunku dla obrazów w/w artysty, nagle stały się gadżetowo płaskie, a jego marzenia sado-maso-seksualne nie powinny być opowiadane przez niego innym osobom, a szczególnie takim jak jego kolekcjoner, który je rozpowszechnił. Każdy z twórców ma jakieś wyobrażenia i marzenia, ale to nie znaczy, że daje to powód aby publicznie się „obnażać” i zniżać do tzw.”parteru”. Pewne hamulce byłyby tu mile widziane. Dlatego w moim odczuciu wizerunek malarza przedstawiony w filmie „Ostatnia rodzina” w pewnym aspekcie zyskał, ale też w pewnym aspekcie, może nawet przeważającym - dużo stracił. Jakkolwiek to dobry film, ma wspaniałe kreacje aktorskie, zrobił go zdolny reżyser, to myślę, że miło by było, gdyby główne nagrody filmowe, przynajmniej ex equo trafiały również do filmów niosących w swej treści i formie ważne sprawy i tematy i bardzo profesjonalnie przedstawione jak podobno „Wołyń”, którego jeszcze nie widziałam, jak „Smoleńsk” i jak „Historia Roja”.

Ale do tego Polska musiałaby się stać Polską, jak w znanej piosence. Film polecam dorosłym, ale nie młodzieży i dzieciom, bo jest trochę jak zatruta studnia.

Bogna Lewtak-Baczyńska 08.10.2016 r.